Archiwum 16 marca 2009


mar 16 2009 Rozdział życia- szkoła....i cykliczny...
Komentarze: 1

    Szkoła - magiczna struktura kipiąca ogólną niechęcią ze strony zmęczonej porannym wstawaniem młodzieży i równie zmęczonych nauczycieli. Kto ma gorzej? Nauczyciel powiedzą ,że oni bo muszą przez wiele godzin siedzieć w szkole i wydzierać sie na niezdyscyplinowanych uczniów. No, cóż my uczniowie też siedzimy w szkole wiele godzin i też nam sie nieuśmiecha wysłuchiwanie pretensji i czasem bezpodstawnych wrzasków. Obie strony są równie poszkodowane i równie winne patowa sytuacja....Lecz do czego zmierzam? Bez względu na to kto jest bardziej "poszkodowany" niezmienia to faktu ,że szkoła to miejsce ogólnej desaprobaty znudzenia i swego rodzaju namiastki codziennego cierpienia. Co "zdolniejsi" uczniowie określają szkołe mianem wi ęzienia. Jeśli chodzi zaś o mnie to przeciętny dzień wygląda tak: 
  Wstaje około 6.00 daje sobie 10 minut aby dojść do siebie i zakceptować realia. Gdy już zdam sobie sprawe że już nieśpie tylko obudziłem sie w koszmarze ide do łazienki... Po skończeniu zmierzam na śniadanko. Jak już uznam ,że zrobiłem wszystko i jest czas aby iść do szkoły wychodze z domu i udaje sie na przystanek autobusowy. Lecz niestety bezwzględu na to o której wyjde zawsze sie spóźnie. O czym to świadczy? O tym że jestem niezorganizowany i nieodpowiedzialny? Nie, mam poprostu zas****** pecha. Gdy już przejde przez ostatnią brame przedsionka-piekła ,gdy już wejde do klasy zaczyna sie...."Nr.8 do odpowiedzi. Ide... wiem ,że dostane laka ,bo jestem zmęczony i niedokońca łapie to co kto do mnie mówi ,ale niebęde sie tak tłumaczył ,bo kogo to obchodzi? Tylko sie zbłaźnie ,a to w tym czasie najmniej jest mi potrzebne. Stoje więc przed biurkiem nauczyciela odpowiadając na kolejne pytania...póki co jest nieźle jakoś dostałem dopa....Już sobie wmawiam :"ah ,jednak niejest ,aż tak źle ..." I przeważnie w tym momencie każą nam wyciągnąć karteczki i zacząć pisać...taa standart kartkówka zmora uczniów zwiastun awantur w domu zaczynających sie od słów: "ty nieuku....itd" Również standart...reszta dnia wygląda podobnie....no, są przerwy podczas których uczniowie jak jakiś klub gospodyń wiejskich gromadzą sie w kółku i sie dowartościowywują ,żartują i ogólnie luzują. Niestety jak przychodzi lekcja znów jest horror....Kończą sie lekcje wracam do domu staram sie pouczyć...ide do łóżka.Modląc sie ,aby jutro było lepiej....no niestety każdy dzień wygląda podobnie....to sie nazywa cykliczny pech. Lecz czy pech i szczęście istnieją? Kościół i naukowcy mówią ,że nie. Kościół mówi że każdy jest kowalem swojego losu , Naukowcy mówią ,że niema naukowego powtwierdzenia istnienia tych dwóch zjawisk. Ja wierze ,że jednak istnieją. Przyrównując do realiów szkolnych to szczęście jest wtedy ,gdy nauczycielka zapyta nr.7 i nr.9 ,a o (w tym momencie ) przeszczęśliwym numerze 8 zapomni (jupii)...pech to wtedy gdy do opowiedzi wywoła nr. 24,25 i nistąd ,nizowąd nr.8 (szlag)....

       Szkoła to zaiste dułgi i wyboisty rozdział życia. Czasem wesoły ,czasem smutny. W szkole poznajemy wiedze o otaczającym nas świecie choć czasem naprawde sie zastanawiam czy cała ta wiedza naprawde nam sie przyda? No, na przykład po co uczniowi klasy ekonomicznej Mole-ile jest cząsteczek danego piewiastka w danym związku? Albo po co uczniowi klasy biologiczno-chemicznym wiedza o tym co sie stało w 1712 roku? Odpowiedz prosta-po nic na nic nam sie to nieprzyda chyba że będziemy mieli szczęście grać w milionerach będąc przy ostatnim pytaniu bez kół ratunkowych. No ,ale to taki ewenement. Program szkoł w Polsce jak dla mnie jest przeładnowany bezsensownymi rzeczami. A jak sie spytasz kogś po co ci to- to dostaniesz odpowiedz po to abyś to umiał i niezadawaj głupich pytań. To kończy dyskusje przeważnie natychmiast. Lecz szkoła to nietylko ksiązki ,rycie stres. To także swego rodzaju miejsce jakby oaza...poznajemy nowych ludzi , nowe trendy w modzie , poznajemy naszchy przyszłych najlepszych przyjaciół ,a czasem nawet życiowe miłości...Jeśłi szkoła naprade czegoś uczy to uczy pracy,cwaniactwa i życia towarzyskiego. Przygotowując nas do życia w dżungli betonowch budynków , biurek i kesetokopiarek. Uczy nas tego co odkrył już dawno Karol Darwin ,a mianowicie "przetrwają najsilniesi" . Jeśli nieumiesz sie uczyć musisz sie wycwanić i zrobić dobrą ściąge , albo załtwić gotowca i liczyć na cud ,że nauczyciel zrobi dokładnie takie same pytnia. Tak czy siak jakoś musisz sobie radzić ,jak w pracy.  

     Czasem sie naprade zastanawiam czy niebyło by lepiej to wszystko trzasnąć i pójść w dułgą, w świat. Przeważnie w tym momencie do pożądku doprowadzają mnie znajomi zadając mi proste pytnie: " a za co pojedziesz w ten świat? Muszisz miec pieniądze, a skąd je weźmiesz?" No tak trza se na nie zarobić. A jakoś zadawanie głupich pytań w McDonaldzie w stylu "a może frytki do tego?"  z bananem na twarzy za marne grosze mi sie nieuśmiecha. Dlatego trzeba sie wykształcić. A żeby sie wykształcić trzeba skończyć studia,a żeby skończyć studia musisz sie na nie dostać, aby sie na niedostać musisz mieć mature .aby napisać mature muszisz skończyć szkołe. Proste? Też tak myśle i tym sie motywuje. Jeśli to komuś pomoże to fajnie.  Niemam już dziś weny w następnym wpisie planuje opisać w podpunktach podstawowe formy życia mijające nas codziennie na ulicy:D 

myslacyinaczej : :